Nowy tydzień, nowe wyzwania. Przez ostatnie szukałam jeszcze pozostałości po starym blogu, ale pozostał tylko baner, który był na poprzedniej stronie. Wrócił tutaj, ponieważ cały czas jest aktualny. Za oknem jaśminowiec jak rósł, tak rośnie.
Przede mną dość spory projekt związany z Kasprowiczem, ze względu na trwający jeszcze rok Jemu poświęcony. Przyznam, że Kasprowicz nie należy do moich ulubionych poetów, ale kiedy trzeba, to trzeba.
Najważniejsze dzieła to:
• „Z chałupy” (1887) – debiutancki tom realistyczno-naturalistyczny, pokazujący trudne życie wsi i los ubogich ludzi.
• „Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach” (1898) – cykl czterech sonetów łączący impresjonizm i symbolizm z tatrzańskim pejzażem.
• „Hymny” (1902) – słynny cykl (zawierający m.in. Dies irae i Święty Boże) wyrażający buntu człowieka wobec cierpienia i dramatyczną relację z Bogiem.
• „Księga ubogich” (1916) – tom o nastroju pogodzenia z losem, prostocie, bliskości natury i ukochanych Tatr.
Osobiście czytam teraz "Hymny". Moją szczególną uwagę przykuwa wiersz "Moja pieśń wieczorna". Po katastroficznych burzach i nienawiści nadchodzi czas ukojenia i pogodzenia się z życiem. Tym bardziej hymny stały się mi osobiście bardziej bliskie, ponieważ są pisane wierszem wolnym. Jest w nich pochwała prostoty, miłości do stworzenia, braterstwa z naturą oraz dostrzeżenia boskiego pierwiastka w codziennym życiu.
Co prawda, nas jako grupę, która przygotowuje całość najbardziej interesuje okres kujawski w życiu i twórczości Kasprowicza. Na razie to wszystko jest naszkicowane, a czas pokaże jak nam się to rozwinie.
Niżej fragment wiersza "Moja pieśń wieczorna"
Jan Kasprowicz
"On był i myśmy byli przed początkiem -
niech imię Jego będzie pochwalone!
Razem z gwiazdami byliśmy i słońcem,
zanim się gwiazdy i słońca
jęły rozbijać w swych kołach,
zanim się stało to, co cię pożera.
O duszo, spragniona miłości,
o duszo, spragniona spokoju!
On był i ty w nim byłaś przed początkiem,
nim jeszcze miłość i spokój
stały się ogniem trawiącym,
zanim się .stały zabójczą tęsknicą
i tym kamiennym, ślepym przerażeniem...
Dzień mój przygasa -
za wielkim, niebotycznym przygasa mi szczytem,
krwawą za sobą zostawiając zorzę,
która się czepia ogniami
tych oto smreczyn i ścian poszarpanych,
zatartych śladów moich stóp.
Dzień mój przygasa, ten złoty,
ten lazurowy, ten słoneczny dzień,
w błogosławieństwie swych drogich promieni
więżący klątwę dla człeka,
dla zbłąkanego pielgrzyma.
Niech gaśnie! niech ginie!
Niech upragniony nadejdzie już wieczór
ze swoją ciszą wieczystą,
która ci mgłami szepce miesięcznymi,
że zanim miłość i spokój
stały się ogniem trawiącym,
zanim się stały zabójczą tęsknicą
i tym kamiennym, ślepym przerażeniem,
On był, i myśmy byli przed początkiem."
A na koniec fotografia z początku wpisu - to moje zasuszone hortensje :)
Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam dobrego tygodnia :)